#PollyInMadrid - Where and why?

Hello my dears! I am so unbelievably sorry about the lack of post last Tuesday, however I started working again and things got a li...




Hello my dears! I am so unbelievably sorry about the lack of post last Tuesday, however I started working again and things got a little hectic. All I did for the last couple of days was a routine; go to work, come home, eat, sleep and repeat. But what can you do when student loan is not enough. So I apologise again... Now onto today's post, as I promised last week #PollyInMadrid is going to become a weekly series, so today I would like to talk to you in more detail about my experience of the entire process of chosing the right place and in depth reasons as to why I chose Madrid.

Witajcie moi kochani! Z góry przepraszam za brak posta we wtorek. Mam jednak poważny powód i tak zwaną wymówkę, a jest to fakt że zaczęłam pracę na pół etatu i po prostu straciłam przez to rachubę czasu. Tak naprawdę, przez ostatnie dwa lub trzy dni popadłam w standardową rutynę; praca, dom, żarełko, spać i tak w kółko. No ale co tu poradzić kiedy kredyt studencki to za mało? Przepraszam raz jeszcze... A teraz przejdźmy do dzisiejszego posta. Tak jak obiecałam w zeszłym tygodniu, #PollyInMadrid będziemy moją cotygodniową serią wpisów. Tak więc dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć więcej na temat całego procesu wyboru miejsca oraz chciałabym Wam dokładniej wyjaśnić dlaczego Madryt. 



UNIVERSITY OPTIONS

Picking a place where you will spend a year of your life is definitely difficult, to say the least. Add the idea of a place being non-english speaking and it can only mean one thing... the level of stress reaches its zenith and you turn into a walking mess. Unless you know where you want to go, right from the beginning of your University experience then that should not be the case. My situation was scenario number 1, for sure. To this day I have no idea how I came to my conlcusions. My University is very multicultural and it has so many connections with Universities across the world. But let's focus on my case. I knew I could go either to Spain or somewhere in South America, I think the options were Argentina, Uruguay and Chile. As appealing as it sounds, I crossed South America off my list straight away. Of course because of the distance. I think spending a year in Argentina or Chile would be incredible and I would learn so, so much, however the thought of being unable to spend Chirstmas with my family was absolutely unbearable. Unless I would win a lottery and have enough money to buy flight tickets back and forth, then maybe I would go. And even though I realised it could have been a once in a lifetime opportunity, I was still convinced that it's not for me. Another reason was the fact they sent people to South American countries, sort of on their own. It was not through Erasmus as far as I know, which was a tad scary in regards to safety. 


So I was clearly left with Spain. Now, this did not make it easier in any way. We had about 12-15 Universities from all over the country to choose from and we had to decide on 4 places to put down on the application form. Of course, 1st one being our most wanted place. As I mentioned in my introductory post, I was set on picking Barcelona (Universita Autonoma de Barcelona) as my first choice, simply because I loooved the city when I visitied. Yet something was telling me it was not the right place. That is when I decided to do more research on the topic and found out the University was 60% Catalan and 40% Castilian which meant the modules were conducted mostly in Catalan. Even though as an Erasmus student I was more likely to be assigned to classes in Castilian (that is standard Spanish) I was terrified of making a mistake and selecting a class in Catalan. That is why Barcelona has suddenly become an unattainable dream. But I was surprisingly okay with it. Now, knowing I wanted to live in a big city for a year, my thoughts went straight to Madrid since it's the biggest city in Spain. I have to point out that I have never been to Madrid so I have no idea what I gotten myself into. I have looked at the University's webiste at it looks fairly similar to my current Uni which was quite appealing. It's also multicultural and it has quite a lot of Erasmus students, the only downside is that it's located outside of Madrid, so commuting is a must. But I don't mind. Once I did my research it all seemed to be coming together, Madrid was the place. I think it's extremely important to do your research just as you would with your home University. Unfortunately I wasn't able to fly out there and visit the place, but luckily our technology is very well developed which means you can basically take a virtual tour of the campus. Another thing I would recommend is talking to your Spanish (or equivalent) seminar leaders/lecturers. They know more than you think! I spoke to one of mine and she helped me out a lot. She actually contacted her friends who are in both Unis (Barcelona and Madrid) and they gave her some info about both places which she then forwarded to me. This exactly helped me make a definite decision. 1.Madrid and 2. Barcelona

The rest of my options were absolutely random. I obviously visited their websites yet the choice was based mainly on location. One University was in Zaragoza which is fairly close to Barcelona and in the northern Spain, the other one was in Granada which seems to be the party place and the student city. For some reason, many of my friends wanted to go to Granada so there was many candidates and only a couple of places. Another reason why I chose Granada is the beautiful African-like weather of Southern Spain. However I was not very keen on both places, they were quite literally my backups! 

So here we go! This is my story of choosing the right place. To sum up I chose Madrid because I want to live in a big city, I sort of want to commute to Uni (which I may regret, I know) and the language. I know I want learn how to speak fluently and I know the only way I can achieve that is through spending some time in Spain, and clearly the capital is an epicentre and the best place to learn the culture! So I am very much looking forward to that adventure!  

Wybór miejsca w którym masz spędzić rok swojego życia to naprawdę ciężka sprawa. A kiedy dany kraj nie jest anglojęzyczny, oznacza to tylko jedno... poziom stresu sięga zenitu i zamieniasz się w chodzący kłębek nerwów. No chyba że wiesz gdzie chcesz jechać od samego początku swojej Uniwersyteckiej przygody, czego z góry Ci zazdroszczę. W moim przypadku, zdecydowanie miał miejsce scenariusz numer 1. Do dzisiaj tak naprawdę nie wiem jak podjęłam tą decyzję. Mój Uniwersytet jest bardzo multikulturalny więc ma mnóstwo powiązań z Uniwersytetami z całego świata. Skupmy się jednak na moich przypadku. Od początku wiedziałam że mam wybór pomiędzy Hiszpanią i Ameryką Południową, a dokładniej Argentyną, Chile i Urugwajem. Ameryka Południowa brzmi niezwykle kusząco, ale wykluczyłam ją z mojej listy niemal odrazu, oczywiście z powodu odległości. Myślę że rok spędzony w Argentynie, bądź Chile byłby niezwykle magiczny i wiele mogłabym się nauczyć, jednak myśl że nie mogłabym spędzić Świąt z rodziną mnie przeraża. No chyba że wygrałabym w Totolotka i byłabym w stanie opłacić przeloty, no wtedy oczywiście poleciałabym bez zastanowienia. Zdaję sobie sprawę że jest to zapewne okazja jedna na milion, ale nadal jestem przekonana że jest to zbyt za daleko. Kolejnym powodem był fakt że wysyłają Cię tam samego, niestety nie jako studenta programu Erasmus, co troszeczkę mnie przeraziło pod względem bezpieczeństwa.  

Tak więc pozostała mi Hiszpania. Niestety nie ułatwiło mi to sprawy, gdyż miałam do wyboru około 15 Uniwersytetów rozsypanych po całym kraju, a musiałam wybrać 4 z czego numer 1 to mój ulubieniec i miejsce w które najbardziej chciałabym jechać. Tak jak wspomniałam w poprzednim poście z tej serii, byłam prawie pewna że wybiorę Barcelonę (Universita Autonoma de Barcelona) jako miejsce numer 1 tylko dlatego że zakochałam się w tym mieście kiedy byłam na wycieczce. Jednak coś mi podpowiadało że jednak to nie jest miejsce dla mnie. Wtedy właśnie postanowiłam zrobić research na temat Uniwersytetu i z tego co wyszukałam okazało się że 60% przedmiotów jest uczona po Katalońsku, a 40% po Kastylijsku. Zapewne jako student programu Erasmus zostałabym przypisana do przedmiotów w języku Hiszpańskim, jednak nie chcąc ryzykować jakąś pomyłką, postanowiłam skreślić Barcelonę z pierwszego miejsca na mojej liście. Jednak nie zmieniło to faktu, że chcę spędzić mój rok za granicą mieszkając w dużym mieście, także odrazu pomyślałam o Madrycie. Pragnę zaznaczyć że nigdy nie byłam w stolicy Hiszpanii więc nie wiedziałam w co się pakuję, jednak mnóstwo wyszukiwań w googlach oraz przestudiowanie całej strony Uniwersytetu umocniło mnie w przekonaniu że to chyba miejsce dla mnie. Po pierwsze, mam wrażenie że jest to odpowiednik mojego Uniwerka z Anglii, dlatego że jest równie multikulturalny i ma swój kampus, który niestety jest poza miastem, co oznacza że trzeba dojeżdżać. Ale to nie jest problem. Naprawdę polecam dokładnie wyszukać jak najwięcej informacji o miejscu którym jesteście zainteresowani, tak samo jakbyście to robili wybierając Uniwerek w swoim kraju. Kolejna rzecz którą jak najbardziej polecam to rozmowa z wykładowcami. Oni wiedzą więcej niż Wam się wydaje! Ja porozmawiałam z jedną z moich nauczycielek i naprawdę dużo mi pomogła. Skontaktowała się ze swoimi znajomymi którzy uczęszczają do danych Uniwersytetów i podali jej najważniejsze informacje, między innymi te o proporcjach językowych w Barcelonie. I właśnie to pomogło mi podjąć definitywną decyzję. 1.Madryt, 2.Barcelona

Dwa ostanie miejsca na mojej liście były kompletnie przypadkowe. Oczywiście przejrzałam strony internetowe pozostałych Uniwerków, ale wybrałam je tylko poprzez lokalizację. Już tłumaczę o co mi chodzi. Numer 3 na mojej liście to Saragossa, która jest położona w północnej Hiszpanii, niedaleko Barcelony. Z kolei Grenada, moja czwarta opcja, jest bardzo rozrywkowym miejscem a do tego miastem pełnych studentów. Właśnie z tego powodu, wielu z moich znajomych tak bardzo chciało dostać się na uniwerek Grenady. No i oczywiście południe Hiszpanii jest niezwykle gorące, a słońce grzeje prawie cały rok. Nie były to jednak miejsca na których mi zależało. 

No i proszę bardzo! Tak właśnie wyglądał mój proces wyboru. Podsumowując wybrałam Madryt dlatego że chcę mieszkać w dużym mieście, chcę dojeżdżać na zajęcia (możliwe że będę tego żałować) i oczywiście język. Najbardziej zależy mi na nauce języka, a przede wszystkim chcę posługiwać się nim biegle i wiem że jedyny sposób to spędzenie trochę czasu w Hiszpanii, a stolica to epicentrum i najlepsze miejsce na poznanie prawdziwej kultury. Także już nie mogę się doczekać mojej przygody! 





You Might Also Like

4 komentarze